Dlaczego nie mamy reprezentacji sektora pozarządowego [Róża Rzeplińska]

Polski sektor pozarządowy nie ma swojej reprezentacji. Nie ma think tanku, który zadaje mu celne pytania. Nie ma numeru alarmowego, pod który można by zadzwonić, widząc nieprawidłowości w konkursach grantowych. I mimo że powołano specjalną ministrę ds. społeczeństwa obywatelskiego, nic z tego nie wynika.

Rozmawiam z Różą Rzeplińską o tym, dlaczego dwa i pół roku od wyborów 2023 to czas zmarnowany – i co z tym możemy zrobić przed kolejnymi wyborami. O tym w najnowszym odcinku „Widoku z Trzeciego Sektora”.

https://www.youtube.com/watch?v=IIANdR6kLQU

Róża Rzeplińska jest prezeską Stowarzyszenia 61 i dyrektorką zarządzającą serwisu MamPrawoWiedziec.pl – największego w Polsce medium prezentującego dane o doświadczeniu zawodowym, poglądach, aktywności i majątku posłów, senatorów, posłów do Parlamentu Europejskiego oraz kandydatów na funkcje publiczne. Stowarzyszenie 61 działa od 2005 roku, a jego nazwa pochodzi od artykułu 61 Konstytucji RP, gwarantującego obywatelom prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej. Laureatka 8. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu w kategorii Działalność Społeczna. Związana z harcerstwem, współtworzy Pracownię Duży Pokój w Warszawie.

Widok z Trzeciego Sektora – W jakim stanie jest sektor pozarządowy?

Dwa i pół roku po wyborach

Michał Szymanderski-Pastryk: Dzień dobry Państwu. Witam w kolejnym Widoku z Trzeciego Sektora. A dzisiaj naszą gościnią jest Róża Rzeplińska. Dzień dobry, Różo.

Róża Rzeplińska: Dzień dobry.

Michał Szymanderski-Pastryk: Będziemy rozmawiać trochę o tym, jaka jest nasza sytuacja, gdzie my jako sektor pozarządowy jesteśmy i zobaczymy, dokąd dobrniemy. Otóż nie chciałbym, żebyśmy weszli w taki tryb „o, były wybory, miały bardzo dużo zmienić”. Ale gdybyśmy skupili się tylko na sektorze pozarządowym, tak tylko go wzięli pod uwagę, całą resztę zostawili, to po wyborach w 2023 roku powstało coś takiego – może nie powstało, raczej powołano – takie stanowisko jak ministra ds. społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli w ogóle zostawić kwestie światopoglądowe, poglądów politycznych i tak dalej, no to w zasadzie sektor pozarządowy, społeczeństwo obywatelskie osiągnęło sukces. Nie?

W sensie rządzący, a raczej jakaś partia czy koalicja, która wygrała wybory, uznała, że sektor społeczeństwa obywatelskiego jest tak istotny, że należy powołać specjalną ministrę. Czy ty się czujesz reprezentowana przez takie ciało, które aktualnie już nie istnieje? To już jest ostatni w ogóle wątek.

Róża Rzeplińska: Prowadzę Stowarzyszenie 61, które zajmuje się – zgodnie ze swoją nazwą, czyli 61 artykułem Konstytucji – kontrolą władzy i przyglądaniem się temu, w jaki sposób swój mandat reprezentują osoby pełniące funkcje publiczne. Więc trudno powiedzieć dla organizacji takiej watchdogowej, czy generalnie działającej w trybie przyglądania się władzy, mówienie, że ma się swojego ministra, który w jakiś sposób reprezentuje moje interesy, jest trudne.

Natomiast z drugiej strony reprezentuję też instytucję, która funkcjonuje na bazie, na prawie ustawy o stowarzyszeniach. W związku z tym w pewnych obszarach jest dla mnie interesujące, żeby ten minister, urzędnik, ta osoba, która w jakiś sposób odpowiada za kreowanie polityki wobec trzeciego sektora, żeby widziała organizacje takie jak moja i trochę się przyglądała temu, na ile ten system, w którym funkcjonujemy – ten prawno-finansowy i administracyjny – na ile dla tego trzeciego sektora jest sprzyjający.

Osiem lat wywrotnych, ale wzmacniających

Bo trzeba powiedzieć jedno – te osiem lat dla sektora, osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy, było wywrotne. W tym sensie, że nastąpiła reorientacja na innego rodzaju organizacje, albo w ogóle orientacja na organizacje czy zrzeszenia, które do tej pory być może były trochę niedoceniane, nie było ich widać. To był wybór polityczny, bo tutaj myślę o Kołach Gospodyń Wiejskich i Ochotniczych Strażach Pożarnych, którym absolutnie nie odbieram istotności działalności lokalnej. Natomiast one faktycznie zostały dokapitalizowane i zauważone w ogóle przez władzę.

Organizacje, które zajmują się np. kontrolą władzy, działalnością na rzecz migrantów, różnymi takimi działaniami, które przypominają władzy – wszystko jedno, jak ona się nazywa – że istotne są prawa człowieka, i w momencie kiedy ta władza je w jakikolwiek sposób narusza, nawet jeszcze nie łamie, tylko narusza, to one zaczynają się odzywać. Te organizacje, te instytucje, te ruchy były przez Prawo i Sprawiedliwość zepchnięte do narożnika i w zasadzie pozbawione środków finansowych czy dyskredytowane wprost.

Ale trzeba powiedzieć, że sektor, zwłaszcza te organizacje, wyszły z tych ośmiu lat poturbowane, ale w jakiś sposób wzmocnione, co jest paradoksalne. Ten kryzys, który je spotkał, czy finansowy, czy taki ostracyzm na posiedzeniach komisji, czy w jakichkolwiek ciałach decyzyjnych, czy we wpływie na polityki – on był. Natomiast te ruchy, te organizacje się wzmocniły. Było to związane z tym na pewno, że część z nich korzystała z zagranicznych środków dotacyjnych, głównie amerykańskich, że wybuchła w międzyczasie pełnoskalowa wojna w Ukrainie, a wcześniej mieliśmy doświadczenie pandemii, które też nas bardzo wzmocniło jako społeczeństwo obywatelskie.

Nawet jeżeli teraz nie pamiętamy, to przypomnę, że to obywatele szyli maseczki, gotowali zupy, dbali o siebie nawzajem i byli też odpowiedzialni za siebie, podejmowali różne działania wspierające. Następnie wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie i również to obywatele niejako przyjęli odpowiedzialność od państwa za państwo i podjęli szereg działań, na które niekoniecznie mieli pieniądze, a nawet nie mieli pieniędzy. Potem za tym olbrzymim ruchem społecznym, serc ludzi, którzy się sami organizowali, te pieniądze przyszły. I skończyły się wraz z wygraną pana prezydenta Trumpa w Stanach Zjednoczonych.

Bo przypomnę, że od roku jesteśmy pozbawieni środków, z których część organizacji realizowała działania i projekty, czy to prodemokratyczne, czy te na rzecz grup potrzebujących, głównie projekty humanitarne. I wylądowaliśmy w takiej sytuacji, w której jesteśmy dwa i pół roku po wyborach. I pytanie jest takie – czy nasza sytuacja się zmieniła?

Ministra, która prawie nie istnieje

Michał Szymanderski-Pastryk: No właśnie, bo to jest dokładnie to, o co chodzi. Mieliśmy teoretycznie przez dwa lata ministrę ds. społeczeństwa obywatelskiego. Pierwsza w zasadzie była nieobecna, druga nią była przez chwilę. Również nie mam poczucia, żeby jakoś bardzo aktywnie na polu, żeby po prostu była widoczną osobą w jakiejś przestrzeni publicznej. Oczywiście ma ona taki swój standardowy projekt jak Moc Małych Społeczności, ale nie jest tak, że jakoś jest dostrzegalna na wielu gruntach działania organizacji pozarządowych. Oczywiście ja z pewnym dyskomfortem mogę to mówić, ponieważ jestem jednocześnie członkiem Rady Działalności Pożytku Publicznego (RDPP), która w zasadzie doradza pani ministrze, więc jakby…

Róża Rzeplińska: Może ja powinnam przeprowadzić wywiad z tobą? Jak tam reprezentujesz nasze interesy w Radzie?

Michał Szymanderski-Pastryk: To jest w ogóle bardzo dobre pytanie, o którym dobrze by było też gdzieś porozmawiać, o roli Rady. Nie no, bo w zasadzie to jest pytanie – czy Rada jest takim mikroparlamentem sektora pozarządowego? No chyba nie, ponieważ jest wybierana z palca przez decydenta politycznego, więc nie za bardzo jest reprezentacją jakąś realną sektora pozarządowego. Ale to w ogóle osobny wątek.

Rok temu odbywał się Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych (OFIP). I dwa dni były takie, nazwijmy to, po polsku, a pierwszy dzień był po angielsku i na jakiejś takiej mniejszej sali konferencyjnej. No i właśnie wziąłem udział w tym wydarzeniu. I niestety nie przypomnę teraz autora tych słów i jak on się nazywał, ale na tej konferencji, takiej poprzedzającej OFIP, jeden z prelegentów powiedział, że problem, nazwijmy to, opcji demokratycznej – i nie chcę, żeby to za mocno zabrzmiało, tylko raczej może inaczej – tych, którzy zgadzają się na uczciwe uczestnictwo w ramach gry demokratycznej, oni sobie nie zdają sprawy i nie doceniają, że tak naprawdę mogą w tej grze uczestniczyć dlatego, że społeczeństwo obywatelskie istnieje.

Za to ci, którzy chcieliby trochę podważyć te zasady gry demokratycznej, doskonale wiedzą, że to społeczeństwo obywatelskie bardzo przeszkadza, i biorą się w pierwszej kolejności za jakieś…

Róża Rzeplińska: Za rozbicie niezależnych struktur.

Michał Szymanderski-Pastryk: Dokładnie. No i mam poczucie, że my w zasadzie to dokładnie obserwujemy. Za rządu PiS-u, który ewidentnie nie miał po drodze z tym takim społeczeństwem obywatelskim, o którym właśnie powiedziałaś, z watchdogami, z przestrzeganiem praw człowieka, no generalnie takim wierceniem dziury w brzuchu niezależnie jakim, ale rządzącym, dość szybko zaczął się na nie brać. Aktualni rządzący… Bo ja bym bardzo nie chciał, żeby z tej rozmowy ludzie zrozumieli coś takiego, że „ej, rządzący, rządzicie w zasadzie dzięki nam, więc powinniście jakby wspierać społeczeństwo obywatelskie”. A trochę czasem taki postulat, mam poczucie, że niestety delikatnie gdzieś wybrzmiewa, a w ogóle nie o to chodzi. Jedynie chodzi o to, żeby rozumieć, że zasady demokratyczne mogą funkcjonować tylko dzięki społeczeństwu – może nie tylko, ale w dużej mierze dzięki społeczeństwu obywatelskiemu. Ale widzę, że coś bardzo chcesz powiedzieć.

Róża Rzeplińska: Nie, nie, bo nie powiedziałam tego.

Michał Szymanderski-Pastryk: Ja wiem, że tego nie powiedziałaś. Ja nie chcę, żeby to tak właśnie zostało zrozumiane.

1,5% – ostatnia istotna zmiana

Róża Rzeplińska: Ostatnia zmiana, która miała moim zdaniem duże znaczenie, to było wprowadzenie 1% odpisu od podatku na 1,5%. Ona się, przypomnijmy, wydarzyła pomiędzy COVID-em a 2023 rokiem. Jej autorkami były posłanki Koalicji Obywatelskiej, które zorientowały się, że rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził Nowy Ład. Wprowadził Nowy Ład, ale generalnie wprowadził taką zasadę, w ramach której mniej osób musiało odprowadzać podatki. Czyli siłą rzeczy grupa osób, która mogła świadomie odpisać 1%, po prostu się zmniejszyła, a potem ten procent od tego podatku się zmniejszył.

No ale w Sejmie okazało się, że są posłanki, które same mają dzieci, które korzystają z pomocy różnego rodzaju fundacji, bo te dzieci są dziećmi z jakimiś niepełnosprawnościami. Zorientowały się, że te fundacje, które pomagają całej rzeszy dzieci, będą miały problem po prostu z tym, żeby przekazywać teraz środki, czyli działać na rzecz tego, żeby mogły się odbywać rehabilitacje, turnusy rehabilitacyjne, dni wytchnieniowe i różnego rodzaju pomoc, która rodzicom dzieci z niepełnosprawnościami bardzo jest potrzebna.

I one przeprowadziły wprowadzenie tego 1,5% w miejsce 1%, przekonując do tego swoje koleżanki z PiS-u, i wprowadziły przepis, który pomógł wszystkim. Było autorstwa Koalicji Obywatelskiej, a wprowadziło to Prawo i Sprawiedliwość. Mogę powiedzieć, że wydaje mi się, że to była ostatnia zmiana na rzecz sektora, która była istotna, istotna też finansowo, dostrzegała pewnego rodzaju problem dziury finansowej na rynku, dużej potrzeby, którą mają obywatele, a którą realizują organizacje społeczne, a realizują to dzięki temu, że mają pewnego rodzaju udogodnienie prawno-finansowe.

A po drugiej stronie dzisiaj, po tym 23 roku, ale i wcześniej, znajdujemy takie sytuacje, które wobec tego sektora nie idą mu naprzeciw. Czyli na przykład ogłaszane konkursy nie przewidują zmian stawek wynagrodzeń, czyli nie ma tej rewaloryzacji. Mieliśmy po drodze inflację.

Michał Szymanderski-Pastryk: Czegoś, co w przetargach jest oczywistością dla sektora prywatnego.

Róża Rzeplińska: Tak. Natomiast składając wnioski grantowe jako organizacje pozarządowe, zastanawiamy się, jaką mamy wpisać stawkę, i wpisujemy stawki, które następnie są oceniane jako zbyt wysokie. Eksperci, którzy oceniają wnioski, po pierwsze odwołują się do regulaminów, które właśnie nie przewidują konieczności urzeczywistnienia stawek i wynagrodzeń. To jest pierwsza rzecz. A druga rzecz, często nie mają świadomości, że stawka wynagrodzeń w niewielkiej gminie jest troszeczkę inna, aniżeli wynagrodzenia, które muszą sobie wypłacić prezes czy zarząd stowarzyszenia pracującego w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie czy Krakowie – musi po prostu inaczej je skalibrować. Po to, żeby mieć pracowników, musi zapłacić im stawkę rynkową. Nie chcę mówić, że wiadomo, że ona zawsze będzie niższa niż na rynku komercyjnym, bo uważam, że to też nie jest dobre, i to, że w organizacjach zarabia się mniej, jest krzywdzące dla nas jako dla społeczeństwa, bo powoduje, że albo osoby, które na to stać, idą pracować do organizacji pozarządowych, albo jednak nie mamy doboru takiego, że bardzo różne osoby mogą pracować w organizacjach i realizować działania.

W którym momencie problemu jesteśmy

Michał Szymanderski-Pastryk: Kwestia finansowa, mam poczucie, że w zasadzie się tu pojawia podczas prawie każdej rozmowy. Co zrobić z tym, żeby w jakiś sposób sektor pozarządowy był lepiej dofinansowywany. Niedawno rozmawiałem z Olgą Napiontek w ogóle o tym, jak po prostu powinny wyglądać konkursy, aby organizacje w zasadzie nie marnowały aż tak dużo energii na nie. To znaczy nawet jeżeli jakaś organizacja wygrywa, to ona oczywiście nie marnuje tej energii, ale jakby jest te 90 procent organizacji, które konkursów nie wygrywają, no i one w zasadzie marnują tę energię, bo nic się z tym później nie dzieje.

Więc mam poczucie – tylko że zastanawiam się, czy ty masz jakieś takie poczucie, w którym momencie problemu, nazwijmy to, my się znaleźliśmy? W którym trzeba rozwiązywać problem, raczej się znaleźliśmy. Co my jako sektor pozarządowy, jakie są działania, jak my się powinniśmy aktualnie tak ze stop-klatkować, określić – okej, znajdujemy się w tej sytuacji – i jakie kroki następnie podnieść. Bo ja mam takie poczucie, że my trochę w sektorze pozarządowym teraz widzimy różne takie dziury. Widzimy – okej, dobra, tu nie do końca działa ten system finansowania. Widzimy ustawę o pożytku, która w zasadzie powinna być znowelizowana. Widzimy jakieś takie plamy, ale mam poczucie, że trochę nam brakuje takiego ustrukturyzowania tego i takiego powiedzenia sobie – „okej, jesteśmy na tym etapie”. Jak myślisz o polskiej gospodarce, to polska gospodarka zawsze miała na siebie takie powiedzenie, gdzie ona jest. Że doganiamy zachód, że jesteśmy na poziomie Hiszpanii, na poziomie Włoch. Jakby zawsze była jakaś taka…

Róża Rzeplińska: To może tak, bo faktycznie odeszliśmy od… Tutaj najpierw usiłowałyśmy pociągnąć za język i powiedzieć, w jaki sposób oceniam pracę pani minister Adriany Porowskiej. Odeszliśmy od tego, w zasadzie w ogóle o tym nie powiedzieliśmy. Nie mam kontaktu z panią minister. Ale dlatego chcę powiedzieć – może spójrzmy w drugą stronę. Czy to nie jest tak, że nie mamy tak naprawdę reprezentacji trzeciego sektora? Takiej reprezentacji, która jest reprezentacją w pewnym sensie polityczną, jest faktyczną reprezentacją rzeczniczą, że to rzecznictwo opiera się po pierwsze na badaniach, na świadomości, jaki ten sektor jest, na komunikacji do tego sektora skutecznie, do różnych jego aktorów, tej sytuacji, w której jest ten sektor. Że nikt z nas nie wykonał takiej rzetelnej pracy dotyczącej tego, co to znaczy, że weszliśmy z pandemii w pewnym stanie, jak to wpłynęło w ogóle na organizacje społeczne. Co to znaczy, że weszliśmy z roku 2022, czyli tego skoku zaangażowania obywatelskiego w odpowiedzi na wybuch pełnoskalowej wojny.

Co to znaczy, że wyszliśmy z pewnymi postulatami społeczeństwa demokratycznego z wyborów w 2023 roku. To są inne organizacje. Co to znaczy, że pojawiły się pewne ruchy branżowe, zupełnie inne niż wcześniej działające – czy to jak SOS dla Edukacji w obszarze edukacji, czy w obszarze klimatycznym. To są zupełnie inne organizacje. Czy w obszarze demokracji i praw człowieka, czy wreszcie w obszarze stricte migracji – czyli takich praw człowieka w jednym obszarze. Ja mogę takie włączyć. Cały ruch organizacji społecznych, który pracuje na rzecz osób z niepełnosprawnościami, czy rodziców osób potrzebujących stałej opieki.

Michał Szymanderski-Pastryk: Cała ekonomia społeczna, która się budzi.

Róża Rzeplińska: Tak, i cała ekonomia społeczna. I tutaj sobie już wymieniliśmy wachlarz, plus mamy jeszcze do tego organizacje, które zostały wzmocnione – czyli Koła Gospodyń Wiejskich, które dzisiaj są już czymś innym, aniżeli były wcześniej, plus Ochotnicze Straże Pożarne, które zyskują w tej chwili trochę inny mandat też na skutek tego, że państwo definiuje jako swój główny temat bezpieczeństwo – różnie rozumiane.

I teraz mamy takie spektrum działań organizacji społecznych. Nie słyszę nikogo, kto umiałby na ten temat zadawać pytania, umiałby definiować, co z tego wynika i jakie mamy problemy na poziomie systemowym, jaki rodzaj przepisów ogranicza, wymaga deregulacji, bo ogranicza działanie tych organizacji czy tych ruchów społecznych, jakiego one potrzebują wsparcia, ile tak naprawdę kosztują ich działania, czy to są działania, które de facto są realizacją zadań samorządów, czy to jest też tak, że one same wpadają na pomysły, na które samorządy do tej pory nie wpadły, i tak dalej, i tak dalej.

Absolutnie nikogo tutaj nie oskarżam, że samorządy coś powinny albo ktoś inny. Tylko że stało się tak, że mamy takie zjawiska i takie zdarzenia, w których to organizacje społeczne zdefiniowały problemy, wyłożyły je na stół i zaczęły się nimi zajmować, ale państwo za tym nie poszło. Ale myśmy sami też za tym nie poszli – to znaczy nie zbudowaliśmy takiego ruchu rzeczniczego, kogoś, kto będzie w stanie nas reprezentować, następnie wiedząc to wszystko, robiąc sobie to badanie, to zdjęcie, analizując to, gdzie jesteśmy, patrząc, jakie mamy potrzeby, pójść do parlamentu, uczestniczyć w komisjach i w odpowiedzi na te nasze potrzeby definiować, że pewne przepisy powinny się zmienić.

A my jesteśmy w tej chwili – ty powiedziałeś, że jesteśmy takimi białymi plamami, a ja powiem, że jesteśmy wyspami, które działają trochę siłą rozpędu i takich wypracowanych, własnych, trochę jak takie plemiona w Amazonii, czyli każdy ma trochę swój system, swój sposób działania i reagowania na te same sytuacje, na ten sam padający deszcz. Każdy z tych ruchów reaguje trochę inaczej. A być może to już jest moment, w którym możemy się temu na nowo przyjrzeć.

Ile kosztuje społeczeństwo obywatelskie

I dwa – wydaje mi się, że państwo nie odpowiada na pytanie, teraz już jest zarzut do państwa i być może do pani minister – nie odpowiada sobie na pytanie, ile kosztuje to społeczeństwo obywatelskie, którego emanacją są organizacje społeczne, ile kosztuje na co dzień praca tych organizacji. Jaki dochód jakby – nie chcę powiedzieć dochód narodowy brutto wypracowuje, ale jaki zakres działań, jak wzmacnia to społeczeństwo również w zakresie budowy tego bezpiecznego, odpornego społeczeństwa. Lubimy teraz to słowo odmieniać przez wszystkie przypadki. I które z tych działań to są właśnie te działania, które są kluczowe.

I kolejna rzecz – na ile w różne rodzaje działania państwa te działania organizacji należałoby wpiąć. Czy to dotyczy szkół, czy ochrony zdrowia, czy praworządności, czy wreszcie właśnie pracy z migrantami. Bo przypomnę tylko, że w 20 roku granicę polską przekroczył prawdopodobnie milion Białorusinów. 300 tysięcy otrzymało wizy. Mamy olbrzymią diasporę migrantów, głównie politycznych. Czy myślimy o tym, w jaki sposób włączać ich w nasze społeczeństwo? Mamy milionową diasporę uchodźców wojennych z Ukrainy. Czy myślimy o tym odpowiedzialnie, w jaki sposób włączać ich w społeczeństwo? Na te pytania odpowiadają organizacje.

Brakuje think tanku o sektorze

Michał Szymanderski-Pastryk: Tak i właśnie mam poczucie, że z tymi plamami raczej nie chodziło o to, że my jesteśmy plamami, tylko że widzimy różne plamy problemów, takie kleksy gdzieś, ale trochę nie umiemy ich połączyć w spójną opowieść. Ty za to ugryzłaś to z drugiej strony, i też to czuję. Czyli że my w tym sektorze jesteśmy całkiem nieźle zorganizowani branżowo. To znaczy my jako jakieś konkretne branże umiemy się trochę samookreślić. W tym obszarze edukacji coś tam się dzieje, w obszarze uchodźców coś tam się dzieje, i te organizacje jakby od strony tej branżowej rozumieją, gdzie są jakieś problemy.

Ale brakuje nam jakiejś takiej – teraz mi przyszło do głowy – albo to jest rola państwa, albo po prostu my jako sektor pozarządowy trochę musimy tego się dorobić. Ponieważ mówimy o – byłem ostatnio na Radzie Działalności Pożytku Publicznego, tam pani z GUS-u przedstawiała nam statystyki dotyczące sektora pozarządowego. No i tam wyszło, że – już nie pamiętam – 400 tysięcy osób łącznie w nim pracuje. Mówimy o naprawdę dużej, istotnej grupie osób. Jak mówimy o tym, że mamy 600 tysięcy nauczycieli w Polsce, to mówimy gigantyczna armia. Jak mówimy, że mamy 400 tysięcy pracowników pozarządowych w organizacjach pozarządowych – jest to jakaś taka trudniejsza do uchwycenia masa.

Ale chodzi mi o to, że powiedziałeś bardzo ciekawą rzecz w tych badaniach – o tym, że trochę brakuje osób, które zadają jakieś celne pytania. I oczywiście ja wiem, że teraz tutaj się pojawią głosy, i bardzo słuszne, że są takie miejsca. Że mamy Klon/Jawor, który przeprowadza badanie kondycji sektora i bada, jak ten sektor wygląda. Że mamy Fundację im. Stefana Batorego, w której co jakiś czas się odbywają debaty. Ale w zasadzie my nie mamy takiego pozarządowego think tanku, który zajmuje się tylko sprawami pozarządowymi i takim tylko myśleniem.

Róża Rzeplińska: Nie ma organizacji, która ma mandat do tego, żeby przyjść na posiedzenie Rady Pożytku, a następnie skomunikować do sektora kwestię tego, że 400 tysięcy obywateli, Polaków, osób mieszkających w Polsce pracuje w organizacjach społecznych w tym kraju. Bo z tej opowieści…

Michał Szymanderski-Pastryk: Nie mamy związku zawodowego…

Róża Rzeplińska: Tak, ale właśnie to nie chodzi o związek zawodowy, bo to nie chodzi o domaganie się realizacji swoich praw w sytuacji, w której są naruszane, bo one nie są naruszane. Chodzi o to, że my po prostu jako sektor nie mamy tej reprezentacji, nie mamy tego kogoś, kto… Nie dorobiliśmy się kogoś, komu daliśmy mandat do tego, żeby ten głos sektora reprezentował, żeby chociażby był w parlamencie i zadawał pytania i być może przygotowywał te przepisy, być może je konsultował. I nie chodzi tutaj o żadne centralne zarządzanie – bo zaraz jak to powiem, to się podniesienie „tak nie można, bo to oznacza, że jakieś centralne zarządzanie, organizacje są…”. Oczywiście, że tak.

Numer 19 115 dla sektora

Natomiast ja, nie mając czasu na to, żeby zajmować się sprawami, o których mówiła Olga Napiontek – jakkolwiek muszę się nimi jakoś zająć, dotyczącymi np. nieprawidłowości finansowania organizacji pozarządowych – chciałabym mieć… Mamy w Warszawie taki numer 19 115. Jak mamy dziurę w asfalcie, zwalone drzewo, krzaki zasłaniające światła, to dzwonimy pod 19 115 i zgłaszamy tę usterkę. I ja też chciałabym, w sytuacji, w której widzę nieprawidłowość związaną z organizacją konkursów grantowych przez instytucję publiczną, móc zadzwonić do kogoś i powiedzieć albo napisać maila i zgłosić tę nieprawidłowość.

Dlatego że ja sama, prowadząca Stowarzyszenie 61, które zajmuje się – przypomnę – dostępem do informacji publicznej na temat osób pełniących funkcje publiczne. Ani chybi nie ma tutaj słowa o zajmowaniu się trzecim sektorem i organizacjami społecznymi. Ja bym chciała, widząc, chcąc zainterweniować, wiedzieć, że mogę do kogoś pójść. A my tego w sektorze nie mamy. Bo z całym szacunkiem dla Rady Działalności Pożytku Publicznego, drogi Michale – jak Rada Pożytku Publicznego może pomóc mojej organizacji w czymkolwiek?

Michał Szymanderski-Pastryk: Nie może. Rada Działalności Pożytku Publicznego jest w wielu kwestiach dysfunkcyjna i trochę pytanie jest, jaka jest dokładnie jej rola i co ona dokładnie powinna. Takie gremium – w związku z tym, że to jest gremium doradcze – miałoby sens, gdybyśmy, nazwijmy to, mieli mocno umocowanego ministra. Gdyby to było tak, że mamy normalny resort, który… Bo jak mówisz o tym, że potrzebujemy różnych analiz, no po prostu tej refleksji nad tym, co w tym sektorze się dzieje, z jakich elementów się składa, co jeżeli naciśniemy tu, to jak to wpłynie na różne inne obszary tego sektora, i tak dalej. Jaka jest średnia wynagrodzeń, jak się rozkłada w różnych branżach, i tak dalej, i tak dalej. Kupę rzeczy tu można.

Ja mam poczucie, że w kwestii gospodarki mamy takie top ministerstwa jak Ministerstwo Finansów. Ono po prostu analizuje, możemy pobrać multum różnych raportów na temat tego, co się dzieje w polskiej branży logistycznej. I możemy się wgryzać w szczegóły, jak tam wygląda kwestia branży logistycznej. W kwestii sektora pozarządowego my tego po prostu nie mamy. Mamy departament w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM), który jest stosunkowo mały. I on po prostu, nawet jakby chciał, nawet jakby pani ministra miała ten cały pomysł, no to ona po prostu tego nie udźwignie. Tu po prostu powinno być do tego duże zaplecze, żeby obsłużyć tę całą robotę, ale też oczywiście powinien być ten pomysł na to, że tak powinno potencjalnie ten departament działać.

Chodzi mi o to, że albo my musimy, albo ci decydenci polityczni powinni jakby utworzyć tę instytucję. Jak widać, to się nie wydarza, więc musimy się zająć sami sobą. Albo rzeczywiście my musimy jako sektor pozarządowy wypracować – oczywiście tu nasuwa się kalka z SOS-u – żeby stworzyć SOS dla sektora pozarządowego, to znaczy taki think tank, sieć, która produkuje, analizuje, kombinuje myśli, regularnie się spotyka na ten temat, co zrobić, żeby ten sektor pozarządowy lepiej funkcjonował. Ale uwaga – niestety tu musi być partner po drugiej stronie. Znaczy załóżmy takie SOS dla Edukacji ma Ministerstwo Edukacji, z którym może się zgadzać lub nie, ale ma partnera do rozmowy.

Róża Rzeplińska: Ma się z kim boksować.

Michał Szymanderski-Pastryk: Rzeczywiście my mamy problem – nawet uwzględniając pracę departamentu, no to jest w ogóle inna skala niż załóżmy takie Ministerstwo Edukacji, które…

Róża Rzeplińska: Ma wielki budynek na Szucha.

Michał Szymanderski-Pastryk: No dokładnie. Naprawdę nieporównywalnie większe zaplecze, i mimo tego, że nie jest jakimś bogatym ministerstwem…

Róża Rzeplińska: Najbiedniejszym chyba.

Michał Szymanderski-Pastryk: Nie wiem, czy najbiedniejszym.

Róża Rzeplińska: Tak słyszałam, że ma najmniej pieniędzy, najmniejszy budżet, ale nie przeczytałam tego, więc bardzo przepraszam, nie chcę tutaj wprowadzać dezinformacji. Być może jest ministerstwo z mniejszym budżetem.

Charyzmatyczna postać i zmarnowane dwa i pół roku

Michał Szymanderski-Pastryk: Ale wiesz, bo to jest tak, że oczywiście my tu prawdopodobnie do żadnej magicznej konkluzji nie dojdziemy. Nie jest tak, że wyjdziemy stąd i powiemy – drogi sektorze, trzeba to i to zrobić. Ale jak ci się rodzą jakieś pomysły?

Róża Rzeplińska: Myślę, że to jest w ten sposób, że szereg osób, jeżeli ktoś będzie oglądał tutaj naszą rozmowę, to wśród naszych widzów będzie szereg osób, które złapią się na tym. „No tak, ja też często myślę, że ktoś powinien to załatwić, dlatego że ja zajmuję się pracą z uczniami, albo zajmuję się ochroną środowiska w swojej gminie czy w mieście, albo prowadzę medium lokalne, a jednocześnie widzę nieprawidłowości czy kwestie, które bardzo utrudniają mi pracę i powodują, że tak naprawdę tracę poczucie sensu i wiarę w to, co robię. Nie dlatego, że nie wierzę w misję mojego działania, tylko że system, w którym działam, bardzo mi to utrudnia, ale nie mam do kogo pójść”.

I być może to jest generalnie taki moment, w którym organizacje powinny zacząć ze sobą rozmawiać. I że powinna być jakaś platforma do tego. I nie ma się co oszukiwać – musi się pojawić jeden lider, musi się pojawić osoba, która zacznie wokół siebie zbierać i te problemy, i te pytania, zacząć je dokomunikować, organizować spotkania i szukać metody pracy, która pomoże nam w tym, żebyśmy byli się po prostu w stanie dookreślić i zadać. Bo myślę, że to w ogóle było tak, że myśmy myśleli gdzieś, tak domniemywaliśmy, że pojawienie się pani minister – najpierw Agnieszki Buczyńskiej, a następnie Adriany Porowskiej – spowoduje, że ktoś właśnie to działanie zorganizuje.

Będzie miał swój budżet, będzie miał taką mini organizację pozarządową w rządzie i będzie się zajmował tą pracą, o którą nam chodzi – bez tych wszystkich rzeczy, o których tutaj mówisz, żebyśmy ich nie narzucali. Czyli bez tych ideologicznych naleciałości. Tylko że ktoś będzie w sensowny, odpowiedzialny sposób, otwarty, transparentny, partycypacyjny itd. próbował definiować to, co jest ważne, a następnie powie sobie – dobra, to robimy to, to, to i to, bo zbierze tę wiedzę, a potem się zabierze do roboty.

To nie nastąpiło i nie sądzę, żeby nastąpić miało. I jesteśmy w takiej dość paradoksalnej sytuacji, że mamy zarówno panią minister, mamy Narodowy Instytut Wolności (NIW), mamy pieniądze, które szerokim strumieniem przychodzą z Unii w postaci konkursów w ramach Krajowego Planu Odbudowy (KPO) czy różnych, które robi pod innymi nazwami KPRM, czy w przyszłej Agory EU, czyli pieniędzy w nowej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej. Ale czy to wszystko odpowiada na – czy ktoś sobie zadał pytanie, na ile ten sposób działania, czy to finansowanie, które proponuje rząd z tymi pieniędzmi publicznymi, czy to naprawdę jest to, czego potrzebują organizacje?

Michał Szymanderski-Pastryk: Tak, no to możemy dojść do pewnych konkluzji, za którą niektórzy by się na nas obrazili, bo byśmy powiedzieli – może problem nie jest w pieniądzach. Tylko problem jest gdzie indziej. Ponieważ rzeczywiście jakby się nad tym zastanowić – nad najnowszą perspektywą finansową Unii Europejskiej, ja wiem, że dwa lata, taka najnowsza to za dwa lata będzie, ale tak naprawdę to wcale nie jest tak daleko – no to tam będzie potencjalnie, oczywiście zobaczymy, dwa razy więcej pieniędzy na właśnie te europejskie wartości, ale też na kulturę, gdzie też część organizacji pozarządowych bierze te pieniądze jak najbardziej. No i okej, i pojawi się więcej pieniędzy w tym sektorze.

I one będą realizowały jakieś projekty. Tylko że tak naprawdę – i jeszcze do tego – one zaczną je brać bezpośrednio z komisji, a nie jakby… No tak, bo założenie Agory EU jest takie, że tam mamy konkurować jakby na terenie całej Unii, można powiedzieć, z innymi organizacjami pozarządowymi. Więc to jest jeszcze ta kwestia. Ale więc to nie jest tak, że my tutaj w ramach obsługi tych pieniędzy wejdziemy w jakiś duży dialog z rządem o tym, jak to wszystko wyglądać powinno, żeby dokładnie poprzebadać.

Róża Rzeplińska: Nie wejdziemy, dlatego że nikt nam tego pytania nie zadaje. Rada Pożytku, z całym szacunkiem dla kolegi, nie organizuje tego procesu, czyli nie jest w stanie charyzmatycznie narzucić pani minister zadań i powiedzieć – „pani minister, nie oszukujmy się, te pieniądze, widzimy takie i takie zagrożenia w związku z trybem organizowania czy tworzeniem, projektowaniem Agory EU, czyli tej nowej perspektywy finansowej dla organizacji społeczeństwa obywatelskiego, mediów i kultury razem – bo przypomnę, że to będzie połączone. Wobec tego na ten temat porozmawiajmy”. Nie widzę takiej rozmowy.

Nie widzę też rozmowy – uważam, że te dwa i pół roku są zmarnowane w pewnym sensie, jeżeli chodzi o to, żeby się przyjrzeć, czy i w jaki sposób na przykład obecność sztucznej inteligencji, czyli różnych narzędzi wspomagających pisanie, na ile wypacza system składania konkursów. Dlatego że pisanie ze sztancy tych samych projektów przez AI być może gwarantuje im otrzymanie wniosków. Pytanie jest tylko takie – czy to realizuje faktycznie pomysły, i czy istotne jest to, żeby formularze konkursowe były przeregulowane i miały bardzo dużo wzajemnie łączących się, referujących do siebie pól, i trzeba po prostu wykonać maturę, gimnastykę szachową, żeby wniosek napisać, albo zatrudnić do tego czata, co część osób oczywiście robi – czy też ważniejsze jest coś innego i w inny sposób w sytuacji, w której dzisiaj jesteśmy, należy te konkursy organizować.

Czy to, że pierwszy konkurs Narodowego Instytutu Wolności, w którym startowały ze sobą i nadal startują zarówno organizacje, które mają 3 miliony budżetu rocznego, i te, które mają 300 tysięcy, i tak naprawdę one stoją w szranki w równoległym konkursie jako równoważni partnerzy, jest bez sensu – dlatego że mają zupełnie inne potrzeby, poziom rozwoju i koncepcje na to, jak będą działać, i potrzebują po prostu innego rodzaju wsparcia w innym trybie danego. Czy to ma sens?

I ja stawiam taką tezę, że w tym sensie zmarnowaliśmy dwa i pół roku, nie przyglądając się krytycznie przed nową perspektywą finansową – z czym kończymy starą perspektywę finansową z pieniędzy z budżetu Unii Europejskiej. Co to znaczy, że nie mamy pieniędzy, że skończyły się dotacje z programów rozwojowych czy pomocy zagranicznej Stanów Zjednoczonych, które z przepisów prawnych polskich, ustawy o pożytku, są tymi, które utrudniają działanie. Na ile zmiana związana z dokapitalizowaniem Kół Gospodyń Wiejskich w latach 15–23 powoduje, że musimy poszerzyć w ogóle spektrum myślenia o organizacjach i koorganizacjach, bo wcześniej o kołach się w ten sposób nie myślało – to był trochę inny byt. I tak dalej, i tak dalej. I tych pytań jest szereg.

I szczerze teraz – bo najpierw powiedziałam, jaki mam zarzut do nas, że my nie wytworzyliśmy z siebie tej osoby czy tej grupy, która ma mandat, trochę licząc na to, że najpierw pani Buczyńska, a następnie pani Porowska wezmą za to odpowiedzialność. Nie wzięły. No ale po drugiej stronie mam pretensje do Narodowego Instytutu Wolności, że nie podjął – być może podjął, ale nic o tym nie wiem, a jeżeli nie wiem, w dzisiejszych czasach, kiedy informacja jest bardzo ważna, być może podjął, nie wiem, żeby tak było – działań, które sprawiłyby, żebyśmy wiedzieli, w jakim stanie sektora jesteśmy.

I z całym szacunkiem – to nie chodzi o badania pod tytułem, że 1% ma budżet powyżej miliona, a 99% coś tam. To w ogóle nie w tym rzecz, tylko żeby w badaniach wyciągnąć odpowiedzi na kluczowe pytania, a następnie zaprojektować działania, które sprawią, że za rok czy dwa kondycja społeczeństwa obywatelskiego, jego potencjał do działania, do odpowiedzi na kryzysy, które będą się pojawiać, będzie większy.

Powódź na Dolnym Śląsku

Bo jeszcze jedną rzecz chcę powiedzieć. To chyba wyszło w takich badaniach, które zrobił, wydaje mi się, Kuba Wygnański dla Banku PKO BP – takie badania dotyczące tego, co się wydarzyło przy powodzi na Dolnym Śląsku. To co się okazało – że ten, kto był najbardziej responsywny i najbardziej jakby zareagował adekwatnie i ad hoc i po prostu skutecznie w momencie powodzi, to były nieformalne albo formalne struktury osób, czyli takich sieci społecznych, które ze sobą wcześniej współpracowały – czy poprzez to, że miały ze sobą jakieś relacje biznesowe, czy to były organizacje społeczne, czyli ci, którzy na co dzień zajmują się zupełnie innymi rzeczami.

Michał Szymanderski-Pastryk: Szkółka sportowa.

Róża Rzeplińska: Tak. Ale to, że ci ludzie byli ze sobą w relacji bardzo różnej, spowodowało, że oni w momencie kryzysu byli w stanie ze sobą pracować. I dzisiaj jak otwieramy podręcznik, ten poradnik bezpieczeństwa, który wydał rząd, tam na początku jest napisane – generalnie skracając – sprawdź, kto wśród swoich sąsiadów jest osobą, która może ci pomóc, albo kto ma po prostu jakieś skille. I my się trochę musimy tego nauczyć.

W sytuacji, kiedy społeczeństwo obywatelskie w jakiś sposób ubożeje, te struktury się rozpadają, mamy dużą trudność z działaniem, jesteśmy przeregulowani, dociążeni administracyjnie – my, jako ci, którzy potencjalnie w momencie wybuchu i kryzysu powinniśmy być tymi, którzy podejmą wysiłek, zorganizują wokół siebie ludzi, wykorzystamy nasz potencjał liderski – być może nie będziemy w stanie tego zrobić, bo już nas tutaj nie będzie, bo jesteśmy tak umęczeni systemem, w którym musimy funkcjonować i który z naszej perspektywy jest po prostu niesatysfakcjonujący. I naprawdę to nie chodzi tylko o pieniądze.

Worki z piaskiem na wielką wodę

Michał Szymanderski-Pastryk: Czyli stawiasz tezę, która jakoś ze mną rezonuje, jeżeli dobrze ją rozumiem – że my jako społeczeństwo obywatelskie, które w zasadzie właśnie jego zadaniem jest budować ten – trochę słówko to w ogóle wypadło z takiej debaty publicznej – ten kapitał społeczny, te sieci ludzi, tak naprawdę my już wewnętrznie wcale tak dobrze zsieciowani nie jesteśmy. Już bardziej jakby trochę na dalszym poziomie, nie tylko lokalnie – bo to rozumiem, że jakoś tam może by działało – ale trochę brakuje nam takiego… No bo właśnie myślę sobie o jakichś sektorach, jakichś branżach biznesowych, które czasem umieją się naprawdę dobrze zorganizować.

Róża Rzeplińska: Ale my też umiemy. Nie, nie, nie. Ja podejrzewam, że jak przyjdzie powódź, będzie pożar…

Michał Szymanderski-Pastryk: Tak, tylko ja rozumiem, że my wtedy reagujemy na powódź i na pożar, a nie na to, że teraz należałoby wykonać stop-klatkę na temat tego, jak wygląda cały sektor społeczeństwa obywatelskiego, i w związku z tym zorganizować się, uruchomić spore działania, przygotować jakiś dłuższy plan i zacząć powoli go realizować.

Róża Rzeplińska: Tak, znaczy my zadziałamy świetnie ad hoc, wtedy kiedy trzeba będzie. W ogóle na pewno tak zrobimy. Natomiast w tej chwili nie mamy zasobów do tego, żeby się do tego ad hoc przygotować trochę lepiej, czyli żeby pozbierać te worki z piaskiem na wielką falę. I skończy się to tak, że my będziemy musieli te worki z piaskiem napełniać, kiedy ta woda już będzie szła. Z tego powodu, że dzisiaj nie mamy zasobów nawet na to, nie mamy czasu na to, żeby sobie pomyśleć, że te worki z piaskiem musimy zacząć sobie zbierać na tę wielką wodę.

SOS dla Edukacji jako model

Michał Szymanderski-Pastryk: Mam poczucie, że tak jak mówiłem, raczej do żadnej konkluzji nie dojdziemy. Ale też mam poczucie, że ta myśl o tym, że jako sektor pozarządowy chyba potrzebujemy stworzenia jakiejś takiej naprawdę dobrze funkcjonującej struktury, w której mamy czas na zastanawianie się i zasoby nad tym, w jakiej całościowo jest kondycji trzeci sektor i jakie oczekiwania powinien stawiać względem rządzących. Może to jest też trochę to, że tych oczekiwań nie ma zorganizowanych – może jakby one wyszły w sposób zorganizowany, to po stronie rządowej by się ten partner gdzieś tam ujawnił do dyskusji.

Co prawda czuję, że załóżmy chociażby Rada przedstawiła bardzo konkretną propozycję nowelizacji ustawy o pożytku. Nie spotkała się ona w zasadzie z żadną reakcją. No ale może to jest też to, że po prostu cały czas próbuję znaleźć porównania do innych sytuacji. Myślę sobie o tym SOS-ie dla Edukacji, który sam robi wiele analiz, sam zbiera kupę innych analiz, robi raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc spotkania z różnymi ekspertami z różnych dziedzin w edukacji. I to nie jest tak, że z tych spotkań coś konkretnego wynika. W sensie – to bardziej chodzi o to, że tam się pojawiają różne pomysły, one są zbierane, i to nie jest tak, że każde spotkanie jest nagle dużym kamieniem milowym, ale jest raczej taką pracą, która układa pewne wyobrażenie o tym, jak ten sektor edukacji wygląda, i powoli też pokazuje to rządzącym, którzy też są zapraszani na te spotkania.

Róża Rzeplińska: No to analogicznie, trochę w innym trybie, ale jednak w analogiczny sposób jakoś funkcjonuje czy Grupa Migracje, czy Grupa Zaczyn Wybory – czyli grupy, które są do zupełnie innych tematów. Grupa Wyborcza spotyka się co tydzień od 2022 roku i oczywiście ma jakieś tam przerwy, ale jest taką strukturą, która właśnie nie potrzebuje struktury formalnej – bo to nie o to chodzi, żebyśmy wszystko formalizowali – ale jest grupą organizacji, które chcą rozmawiać na temat praworządności i kwestii wyborczych.

Z kolei Grupa Migracje zajmuje się wzajemną informacją czy pracą w obszarze migracji, i teraz być może w jakiś sposób będziemy współpracować w kwestiach związanych z dezinformacją, która z perspektywy nadchodzących wyborów jest bardzo istotna, a jednocześnie dezinformacja, kwestie migracyjne, temat migracji czy migrantów jest bardzo wykorzystywany w działaniach dezinformacyjnych, które po prostu widać w internecie. Więc to jest taki temat, którym się zajmujemy, i dokładnie tak też to robimy. Czyli spotykamy się z ekspertami, te organizacje się dokształcają, powstają grupy robocze – dokładnie tak jak SOS dla Edukacji. Te grupy robocze przygotowują jakieś dokumenty. Te dokumenty następnie są przedstawiane w gremiach, które uważamy za ważne, czy to na komisjach sejmowych, czy na spotkaniach w ministerstwach, czy bezpośrednio są kierowane do organizacji, czy do mediów.

Do tego są wymyślane działania komunikacyjne. Czy te organizacje mają na to pieniądze? Dzieje się to siłą ich woli i pewnego rodzaju przewidywalności tego, po co tego rodzaju działanie jest nam potrzebne na przyszłość. Bo dzięki temu na przykład, że sieć organizacji społecznych SOS dla Edukacji spotyka się, i że część organizacji nawet bierze udział w tym w pewnym sensie wolontaryjnie – czyli organizacja podejmuje działanie „mój pracownik 4 godziny w tygodniu będzie się zajmował pracą na rzecz sektora w branży edukacji” – to znaczy, że ta organizacja ma świadomość, że po pierwsze zyskuje dużo od tego sektora, czyli od tych innych organizacji, blisko 90, prawda, a po drugie, że nawet jeżeli ma wydatkować wiedzę, to to dzielenie się wiedzą tak naprawdę wróci do tej organizacji. Sprawi, że ona będzie w przyszłości bardziej skuteczna w tych celach, które sobie bezpośrednio, indywidualnie stawia. I dokładnie tak samo jest w tych innych branżach.

A co z organizacjami parasolowymi

Michał Szymanderski-Pastryk: Oczywiście wyobrażam sobie, że teraz w części głów osób, które nas słuchają, pojawi się pytanie – a co z organizacjami parasolowymi? I że one gdzieś nie zostały w ogóle przez nas wymienione. Ja mam poczucie, że organizacje parasolowe naprawdę dobrze funkcjonują w Polsce. Po pierwsze, mamy sieć SPLOT, która jest rzesza, wyznacza pewne standardy. One sobie wzajemnie ufają. To znaczy to jest tak, że te organizacje parasolowe są naprawdę dobrze zsieciowane. Ci prezeski, głównie tych organizacji, się znają i wymieniają się doświadczeniami, i mają taki standard, że spokojnie mogą polecać się wzajemnie, i tak dalej, i tak dalej.

Ale mam poczucie, że one nie wzięły – i nie oczekuję tego od nich – ale jakby potencjalnie one by mogły w zasadzie na siebie wziąć tę odpowiedzialność. Jako właśnie te byty, które gdzieś widzą dużo różnorodnych organizacji pozarządowych, one mogłyby to na siebie wziąć, ale nie wzięły.

No więc wychodzi na to, że po prostu potrzebujemy ukonstytuowania się jakiegoś takiego bytu, raczej powolnego organizowania się, który zacząłby reprezentować organizacje pozarządowe. Ale mam wrażenie, że zanim przejdzie do reprezentowania, to po prostu musi tam się zacząć odbywać jakaś taka praca intelektualna, bo bez tego ciężko mu się reprezentować.

Róża Rzeplińska: Po prostu powinna zacząć odbywać się praca. Powinniśmy mieć czas na to, żeby raz na dwa tygodnie się spotykać w jakimś gronie i rozmawiać na temat tego, co dla organizacji w danym momencie jest ważne. Wszystko jedno, czy z perspektywy organizacji sieciujących, parasolowych, czy z perspektywy organizacji, które do żadnej sieci nie należą, ale mają wpływ na sektor, czy potrafią dotknąć, trochę wychodzą poza swoje pole działania, widzą tę misję swojej organizacji szerzej, nawet jeżeli ta misja jest bardzo też przypisana do pewnego rodzaju tematów.

Tak, pewnie powinna się pojawić taka charyzmatyczna postać, która teraz powie – „dobra, słuchajcie, to może zacznijmy pracować wspólnie. Przyjrzyjmy się temu, czego tak naprawdę chcemy. Za półtora roku są wybory. Może to jest też moment na to, żeby zacząć definiować to, co jest dla nas jako dla organizacji najważniejsze i co nas boli”.

I też w kontekście tego, co rząd definiuje jako kluczowe, czyli właśnie tej kwestii bezpieczeństwa, często pojmowanej tylko przez pryzmat jakichś takich wątków militarnych czy paramilitarnych. My nie możemy nie zabierać głosu. My nie możemy się obrażać. My nie możemy mówić, że ten czy inny urzędnik, czy ten czy inny minister nie traktuje nas poważnie. Jeżeli chcemy, żeby nasze funkcjonowanie było lepsze, bardziej satysfakcjonujące, żebyśmy mogli realizować nasze cele i misje, to niestety musimy poświęcić też czas na to, żeby mówić o tym głośno, żeby szukać sojuszników, żeby zadbać o to bezpieczeństwo dokładnie tak, jak jest w poradniku do spraw bezpieczeństwa – czyli generalnie rozejrzyj się wokół, zobacz, jakie masz skille, sprawdź, co jest twoim minimum bezpieczeństwa, i też poszukaj sojuszników do współpracy.

I co musi zrobić sektor? Dokładnie to. Przestać się oglądać na to, czy mamy takiego czy innego ministra w rządzie, który teoretycznie odpowiada za nasze potrzeby. Bo skoro go nie ma teraz, to prawdopodobnie za półtora roku też go nie będzie.

Michał Szymanderski-Pastryk: Dziękuję ci bardzo, Różo.

Róża Rzeplińska: Dziękuję bardzo.

Michał Szymanderski-Pastryk: Róża Rzeplińska, MamPrawoWiedziec.pl. Mam nadzieję, że w takim razie następnym razem w tym miejscu zasiądzie ta charyzmatyczna osoba, która zrzeszy sektor pozarządowy i nas zorganizuje wokół jakiejś sprawy. I tym optymistycznym akcentem kończymy.

Róża Rzeplińska: Dziękuję bardzo. Wszystkiego dobrego.

Michał Szymanderski-Pastryk: Dziękuję bardzo i do zobaczenia w następnym odcinku.

Przejdź do treści