Jak wygląda zaawansowana dezinformacja na Twitterze/X

Obserwujesz na X-ie profil, który wrzuca ciekawostki historyczne albo ekonomiczne. Czujesz się mądrzejszy. Klikasz „obserwuj”. A potem, między dwudziestoma newsami o II wojnie światowej, dostajesz post o tym, że ukraińskie dzieci obrażają Polaków w siedleckiej szkole. Ten post – w przeciwieństwie do reszty – ma 150 tysięcy zasięgów. To nie przypadek. To edutainment w służbie dezinformacji. Wyjaśniam, jak to działa i dlaczego nasze mózgi nie potrafią się przed tym obronić.

Chciałbym pokazać, w jaki sposób prowadzi się takie nieco bardziej zaawansowane działania dezinformujące, ponieważ jak obserwuję, w jaki sposób myśli się o dezinformacji, to jest to mocne upraszczanie tego obrazu i upraszczanie tego, w jaki sposób powinno się myśleć o dezinformacji, ponieważ to nie jest po prostu wypuszczanie jakichś fałszywych zdjęć, które nie wiem, ilustrują, że Donald Trump kogoś uderzył, a tak naprawdę nie uderzył, bo nie o tym jest dezinformacja.

Dezinformacja to marketing na sterydach

Dezinformacja to jest znacznie bardziej zniuansowany i skomplikowany proces. I dlaczego ja w ogóle jako osoba od marketingu uważam, że mam cokolwiek do powiedzenia w tej materii? Ponieważ w swej istocie dezinformacja to jest po prostu marketing na sterydach, a nawet nie tyle marketing na sterydach, co marketing przy pomocy nieco innych kanałów komunikacji. Jestem głęboko przekonany, że dla służb rosyjskich, które prowadzą działania dezinformujące, podręcznikami do prowadzenia tych działań nie jest, jak sobie mogłaby część publicystów wyobrażać, „Kapitał” Marksa, a podręcznik Roberta Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi” czy najnowsze odkrycia dotyczące psychologii kognitywnej, na przykład Daniela Kahnemana, jego książka „Pułapki myślenia”.

I na podstawie kilku profili, które widzimy na X-ie, chciałbym pokazać, w jaki sposób te działania dezinformacyjne są prowadzone. Bo one naprawdę przyjmują dość zaawansowaną formę i niestety z bólem serca trzeba powiedzieć, że wiele osób się na to łapie. I nie wynika to ze złych intencji, z jakiejś nie wiem, złej woli – myślę, że po prostu z braku rozumienia, jak wyglądają takie działania dezinformujące.

I też może pokrótce na koniec jeszcze chciałbym powiedzieć w ogóle, w jaki sposób się przed tym chronić, bo to jest dość niewygodne.

Profil „Historia fotografią pisana”

Dobra, zacznijmy od pierwszego profilu. Mamy taki profil, który się nazywa „Historia fotografią pisana”. No i okej, wygląda tu z pozoru nic. Nie mamy jakiegoś opisu. Mamy, że dołączył w marcu 2019 roku. Mamy, że dużo osób obserwuje. Mamy jeszcze więcej osób, które go obserwuje.

I tu się robi bardzo niepokojąco, bo jak sobie wejdziemy w to, kto go obserwuje, to widzimy sobie Muzeum Auschwitz. Widzimy Easy Ridera. Widzimy Karola Nawrockiego. Widzimy Politykę w Sieci. Krzysztofa Ziemca. Jezuitów. Joannę Klusik. Leszka Millera. No, Krzysztofa Bosaka. Poważne osoby obserwują ten profil, nie?

No dobra. No to teraz sobie pojedźmy dalej i zobaczmy, co tu się dzieje. Ten profil, na X-ie nazwijmy to, nazywa się Jan34733995. Przypięty post z 8 czerwca, czyli nowiutki, sprzed 9 dni w stosunku do dnia, w którym to nagrywam. Jest napisane – pękło. 30 tysięcy obserwujących. A jak zakładałem profil, to myślałem, że tysiąc będzie sukcesem.

285 tysięcy wpisów i jeden antyukraiński post

No więc można pomyśleć, okej, czyli pan Jan, tak go umownie nazwijmy, prowadzi ten profil od dawna i ciężko pracował, wrzucał kolejne posty, aż w końcu doczekał się właśnie tych 30 tysięcy. Mhm. No dobra. I widzimy tu ostatni post. No naprawdę, wrzuca cały czas. Ostatni post sprzed już 32 sekund. 17 czerwca 1918 – wojska generała, ble, ble, ble, ble. I tak dalej.

Tu widzimy dalej. Jak będziemy jechać, po prostu co minutę, dwie, trzy, są wrzucane kolejne posty. Cztery minuty, dziewięć minut temu, jedenaście minut temu. Ktoś może powiedzieć – okej, no dobra, pewnie zbiera te informacje, jest jakimś pasjonatem historii. Właśnie teraz zaczął wrzucać wszystkie, bo po prostu akurat nie wiem, ma może przerwę w pracy, cokolwiek innego. Mhm.

No problem polega na tym, że jak zaczniemy skrolować ten profil, to odkryjemy, że nie. Odkryjemy, że tu są cały czas wrzucane posty. Non stop. Naprawdę, dosłownie co kilka minut, co minutę są cały czas wrzucane posty. I jak zjedziemy sobie na sam dół, to odkryjemy, że na samym dole najstarszy post jest z 13 czerwca. I od tego czasu pojawiło się 285 tysięcy wpisów.

Ja jeszcze sprawdzałem ten profil wczoraj, chyba pierwszy raz go znalazłem, to tam było 250 tysięcy wpisów. Czyli w ciągu dnia, nawet chyba nie całego dnia, przybyło 30 tysięcy wpisów. No więc ich naprawdę jest tu opublikowanych bardzo dużo. Bo oprócz tego, że są opublikowane posty, to jeszcze później są opublikowane często odpowiedzi do tych postów.

Edutainment jako narzędzie dezinformacji

No i dobra. I dlaczego ja w ogóle się czepiam tego profilu? Przecież tu nic takiego strasznego nie ma. Wrzuca po prostu, nie wiem, nawet jeśli to jest bot, to co w tym złego? Ten bot wrzuca jakieś wyrywane z Wikipedii pojedyncze informacje i je wrzuca. Jaki jest w tym problem?

No problem polega na tym, że niestety, jak sobie wejdziemy w inne posty, to nagle odkryjemy, że duży zasięg – bo wszystkie te posty mają mikroskopijny zasięg. Naprawdę mikroskopijny. 6, 8, no dalej dojedziemy 92, 148, 144, 146, 194. No naprawdę mikroskopijny zasięg jak na to, że pana Jana obserwuje aż 30 tysięcy osób.

Jak sobie wejdziemy właśnie w inne posty i sobie poszukamy dokładniej, to znajdziemy, że otóż 14 czerwca pojawił się post: „Rada Rodziców Szkoły Podstawowej numer 1 w Siedlcach zaapelowała o ograniczenie liczby dzieci z Ukrainy przyjmowanych do placówki. Są klasy, gdzie stanowią one połowę uczniów. Ukraińscy uczniowie głoszą hasła antypolskie i obrażają nas jako Polaków.” Tak napisał pan Jan.

Dlaczego pan Jan wrzucił nagle taki post, który nie jest żadną informacją historyczną, tylko jest, jak rozumiem, aktualną informacją z 2025 roku? No, czy to jest w ogóle zdjęcie z polskiej szkoły? Najprawdopodobniej nie. Jak się mu dokładnie przyjrzymy, to ono nie robi wrażenia takiego. Tylko problem polega na tym, że ten post ma już 150 tysięcy zasięgów, 5 tysięcy lajków. No i poniósł się naprawdę szeroko.

Ten profil, no mówiąc wprost, jest najprawdopodobniej po prostu stworzony po to, żeby udawać profil edukacyjny, informacyjny, a w międzyczasie przemycać antyukraińskie treści. To w ogóle w marketingu jest na to specjalne określenie. W marketingu nazywamy to edutainmentem. To znaczy tworzymy treści edukacyjne, które są dla odbiorcy satysfakcjonujące, bo on po pierwsze czuje się mądry. On obserwuje coś, co mu się wydaje być wartościowe.

I jak widać, nikt tego nie klika. To znaczy widzimy, że te posty, te naprawdę historyczne, tam jakieś właśnie zdjęcia, coś, mają znikomy zasięg, to nie ma żadnych reakcji. Tam nic się nie dzieje. Ale to nie o to chodzi. Jeżeli ja klikam „obserwuj” pod „Historia fotografią pisana”, to ja się czuję jakiś taki mądry. Szczególnie że ja tu widzę, że jest kupa już obserwujących.

Lekarz w reklamie pasty do zębów

Więc to jest w ogóle tak zwany właśnie edutainment. Ja jako użytkownik oglądam treści edukacyjne. One są dla mnie w jakiś sposób wartościowe ze względem informacyjnym. Ja się czuję dobrze z tym, że te treści oglądam. Ale w tym przemycamy dodatkowe informacje.

I w marketingu takim zwykłym, konsumpcyjnym, czy marketingu takim właśnie komercyjnym, skierowanym czy to do konsumenta końcowego, czy do firm, również edutainmentu używa się bardzo dużo. To, co te wszystkie kanały na YouTubie – Lidla dotyczące gotowania czy tego typu rzeczy, nie wiem, x-komu z recenzjami – to jest właśnie edutainment. To jest dostarczanie wartościowych dla użytkownika informacji, ale jednocześnie promowanie własnej marki. No, z tym że tutaj mamy sytuację, w której nie promujemy własnej marki, a dorzuca się informacje, które są dezinformujące.

Profil „Ekonomat”

I to niestety na Twitterze nie jest jedyny przykład. Mamy również taki profil, który jest już dużo bardziej, no dużo, dużo lepiej niestety zrealizowany. Który się nazywa „Ekonomat”. I wobec niego nie jest aż tak łatwo wyciągnąć zarzuty pod względem jakiejś takiej niewiarygodności, pod względem funkcjonowania. Bo on istnieje zaledwie od 2023 roku. Ponadto tych postów nie wrzuca aż tak gęsto.

One są w ogóle dużo lepiej przygotowane. To są często filmiki, no czyli to od razu sprzyja, wiadomo, że zasięgom na X-ie, więc tutaj są wszędzie dodawane napisy. No, to jest naprawdę dużo lepszej jakości content. To jest profil, który właśnie starał się pozycjonować jako taki profil, który właśnie dostarcza wartościowe, edukacyjne treści związane z ekonomią. Nawet ma taki podpis, że na samej górze przedstawia się – strzały i uszy gospodarcze i nie tylko, jak z automatu. Oczywiście też nie wiemy, kto go prowadzi.

Ale też widzimy, że jest dużo obserwujących. Robi takie wiarygodne wrażenie. No, tylko że od razu widzimy po pierwsze, że tu jest bardzo dużo używanego AI. Widzimy zresztą takie nagranie, które ewidentnie również ma mieć charakter antyukraiński. Tu jest w ogóle bardzo dużo takich treści antyukraińskich.

AI jako narzędzie dehumanizacji

I teraz przyjrzyjmy się, zobaczmy sobie to. Nawet tu jest nałożony znak wodny „ekonomat.pl”. Więc rozumiem, że najprawdopodobniej zrobili to sami. To jest zaawansowana animacja AI. Ktoś powie – ej, przecież jak może być zaawansowana animacja AI? To się po prostu wrzuca w AI i samo się dzieje. No wiecie, no nie do końca. To znaczy mimo wszystko wygenerowanie tak długiej treści, dorzucenie filmu, dorzucenie napisów, nawet jeśli to wszystko jest generowane AI, to po prostu zajmuje czas.

No i teraz się należy zastanowić – naprawdę kto ma na to czas? Kto siedzi i sieka te posty? Bo wiecie, większość ludzi, która siedzi na X-ie, robi to zazwyczaj z jakiegoś powodu. Albo robi to pod własnym nazwiskiem i to jest po prostu ich personal branding. Mają w tym jakiś konkretny interes. Ja nie mówię, że to jest zawsze, wiecie, cel ekonomiczny. To jest po prostu jakieś pozycjonowanie siebie, jakieś nie wiem, no budowanie własnego wizerunku, ale jakby można zrozumieć, jaki sens za tym stoi.

Jak sobie wejdziemy na ten profil, czy to Ekonomat, czy to Historię fotografią pisaną, to wiecie, nie mamy tu żadnych linków do żadnej strony internetowej, którą te profile prowadzą. Nie wiemy, kto to prowadzi. Tu nikt nie chce się pod tym podpisać i powiedzieć – tak, to jestem ja, jestem z tego dumny, zapraszajcie mnie do telewizji, nie wiem, zobaczcie, jakie produkty sprzedaję, zobaczcie w ogóle dlaczego to robię. Nie, tu tego wszystkiego nie ma, to jest zamaskowane.

Zełenski jako wampir – pozycjonowanie przez skojarzenia

Ale wracając do tego przykładu właśnie. Więc mamy ten film AI. On jest niestety – bo względem właśnie takich błędów poznawczych, które są wykorzystywane, żebyśmy jakby zaczęli w jakiś sposób postrzegać rzeczywistość – jest strasznie dużo. No i on tam właśnie mówi o tym, że będą tablice upamiętniające upowców, jak to piszą. No i zobaczcie, tu jest takie nagranie, w którym Zełenski ma być tym wampirem i tak dalej.

I teraz o co tu chodzi? Chodzi o to, że przecież wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to AI. To znaczy oni nie wygenerowali treści, w której mówią – doszło do jakiegoś zdarzenia, a tak naprawdę to jest nieprawda. Nie, oni nawet nie ukrywają, że to jest AI. To jest celowo zrobione tak, żeby to było widać, że to jest AI.

Ale tu nie chodzi o to, żeby przyswoić informację. Tu chodzi o to, żeby poprzez skojarzenia, poprzez różne techniki manipulacji wywoływać wrażenie, że ten Zełenski czy osoby z Ukrainy mają się kojarzyć z określonymi emocjami, z określonymi postaciami z popkultury. Ma to być negatywne pozycjonowanie. Ale nie chodzi tylko o treść merytoryczną, tylko właśnie o takie, wiecie, przerobienie tego Zełenskiego na tego wampira.

To jest takim dehumanizowaniem, to są takie bardzo podświadome elementy. To jest właśnie trochę jak ten lekarz w reklamie, który mówi – polecam tę pastę. Wszyscy wiemy, że to nie jest lekarz. Wszyscy wiemy, że to jest aktor, aktorka. Nie zmienia to faktu, że to jest firmowo skuteczne i to działa. Gdyby to nie działało, naprawdę firmy by już dawno z tego zrezygnowały. Niestety jest kupa badań, które dowodzą tego skuteczności.

Mechanizm: 20 newsów historycznych, jeden dezinformujący

I tu mamy profile, które składają się z takich właśnie – wykorzystujących ten edutainment – narzędzi wykorzystujących to na przykład trochę chęć poszukiwania informacji, jakichś ciekawostek, jakiegoś pogłębiania tej swojej wiedzy na jakiekolwiek tematy, czy to historii, czy ekonomii. My to klikamy, obserwujemy, a potem między dziesięcioma newsami historycznymi czy nawet dwudziestoma newsami historycznymi czy ekonomicznymi dostarcza nam się informację o tym, że no Ukraińcy to coś tam.

Jak się przed tym bronić

To jest to, co chciałem pokazać, i teraz jakby to, co na przykład powiedziałem – w jaki sposób się przed tym bronić, ponieważ to nie jest proste. No, niestety jedynym sposobem obrony przed tym jest blokowanie. To znaczy jak my widzimy tego typu bezwartościowy content, to musimy sobie od razu odpowiedzieć na pytanie – czy on naprawdę coś wnosi.

Bo wiecie, czym innym jest przesłuchanie godzinnego podcastu na temat jakichś rozwiązań ekonomicznych, przeczytanie jakiejś książki, a czym innym jest czytanie jakichś bardzo uproszczonych tweetów, które rzekomo dotyczą ekonomii. Więc ja proponuję po prostu w większości przypadków ukrywać tego typu treści, bo ja wiem, że rzeczywiście tu naturalnie się budzi takie FOMO. Ej, okej, ale to wyklucza mnie z jakiegoś obiegu, z jakichś informacji. Tu coś się dzieje, nawet jeżeli ja w połowie temu nie wierzę. Zanim jest dyskusja, jak sobie widzę, kto to podaje i tak dalej, i tak dalej.

Tylko pytanie, czy my naprawdę chcemy przyjmować całą tą papkę informacyjną. Niestety nasze mózgi nie są szczególnie sprytne. I jakby te wszystkie badania dotyczące właśnie psychologii kognitywnej dowodzą, że my po prostu podświadomie te treści chłoniemy. I my niestety te wszystkie rzeczy przyjmujemy.

Anonimowość w internecie – dylemat

Więc pytanie, czy warto. W moim przekonaniu nie. W moim przekonaniu lepiej sobie te rzeczy zablokować, mieć czysty mózg, jakby być bezpiecznym intelektualnie, niż cały czas dawać się bombardować tego typu informacjami. Nawet jeżeli co któraś z nich jest wiarygodna i zresztą jest prawdziwa. No to po prostu nic się nie stanie, jak ja się pozbędę tych kilku informacji wiarygodnych, ale ochronię się przed przyjęciem, nazwijmy to, dawki iluś niewiarygodnych i szkodliwych informacji.

I oczywiście ten wątek jest znacznie bardziej – w ogóle ten temat jest znacznie bardziej złożony, ponieważ jeszcze można by tu właśnie wejść na poziom dokładnie tych socjotechnik, które tu są wykorzystywane. Czy to właśnie tego efektu aureoli przez skojarzenia, czyli właśnie przyswajanie informacji poprzez pozycjonowanie ich w jakimś kontekście, co tutaj jest masowo wykorzystywane. Czy jakichś innych. Tych technik jest kilka, no tak jak wspominałem, właśnie w podręczniku Cialdiniego czy książce Kahnemana.

To są takie klasyki aktualnie dotyczące tego, właśnie w jaki sposób oddziaływać na te nasze niestety nieszczególnie – znaczy okej, bardzo inteligentne mózgi – ale no niestety nieodporne na wszystkie sposoby manipulacji, gdy już się zrozumie, jak one działają.

I to zasadniczo tyle. Mam taką ambicję, żeby może za jakiś czas nagrać kolejny film, właśnie pokazujący trochę dokładniej już te techniki manipulacji, które są wykorzystywane. Mniej może już na przykładzie, a bardziej o tym, w jaki sposób nasze błędy poznawcze są wykorzystywane, aby na nas oddziaływać.

Nie umiemy się obronić

Bo mówiąc brutalnie, to jest właśnie to. To jest po prostu korzystanie z naszych błędów poznawczych. I wiara w to, że jesteśmy inteligentni, umiemy się obronić przed tym – i nie – to jest po prostu błędne założenie. Nie umiemy się obronić przed tym. To na nas oddziałuje.

I rzeczywiście możemy się teraz zastanawiać nad tym, jakie rozwiązanie, co należałoby zrobić, żeby temu zacząć zapobiegać. No bo co? Blokować te profile, jak nie mamy gwarancji, kto je prowadzi? Czy to naprawdę jest dezinformacja, czy nie? Czy może po prostu ktoś jest pożytecznym idiotą? To jest trudna sprawa.

W mojej opinii coraz bardziej się przychylam do tego – sam jeszcze nie jestem bardzo twardo przekonany. Ja wiem, że anonimowość w internecie jest bardzo wartościowa. Ale dość poważnie bym rozważył, czy jednak na tych wielkich platformach społecznościowych nie powinno być weryfikacji użytkowników. To znaczy albo mówisz pod imieniem i nazwiskiem, albo nie. Albo po prostu nie możesz rozpowszechniać tego typu informacji.

No ale jednocześnie ja widzę tu zagrożenia dla anonimowości w internecie, wartości wynikające z tego, że mamy anonimowość. No i tu przykładem oczywiście są wszystkie ruchy aktywistyczne, protestu, jacyś whistleblowerzy. No więc ja nie mówię, że to jest na pewno to rozwiązanie, które należy wdrożyć. Ale ilość szkód, które wynikają z tego, że da się anonimowo prowadzić troll konta, czy jakkolwiek inaczej nazwijmy te konta dezinformujące, no jest dość duża. Więc pytanie, w jaki sposób temu zapobiegać.

Dobra. To tyle w tym odcinku w takim razie. Jeżeli byście mieli jakieś pytania, to bardzo chętnie odpowiem. Zadajcie je w komentarzu czy w jakiś inny sposób. I pewnie do zobaczenia innym razem.

Przejdź do treści