Rok temu pisałem, że sektor pozarządowy jest zniecierpliwiony i że to zniecierpliwienie może przerodzić się w frustrację i złość. Przerodziło się. Po tegorocznej konferencji NIW mam poczucie, że Departament Społeczeństwa Obywatelskiego systematycznie traci zaufanie organizacji pozarządowych – a najgorszym scenariuszem nie jest złość, tylko obojętność. Komentuję, co się wydarzyło przez ostatni rok, dlaczego nowelizacja ustawy o pożytku rozczarowała sektor i ile czasu zostało na zmianę kursu. O tym w najnowszym odcinku „Widoku z Trzeciego Sektora”.
Hasło przewodnie konferencji NIW
Zostałem zaproszony przez ngo.pl do udzielenia krótkiego komentarza na temat tegorocznej konferencji Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego (NIW). Ta konferencja będzie tylko takim wyjściem, pretekstem do szerszej refleksji na temat tego, w jaki sposób organizacje pozarządowe, społeczeństwo obywatelskie są postrzegane przez stronę rządową. No i trochę, co się dzieje w związku z tym całym trzecim sektorem i czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie. Zacznijmy od takiej pierwszej kwestii, czyli od hasła przewodniego konferencji. Hasło przewodnie brzmiało „Silne organizacje, odporne społeczeństwo”. I to było czuć na całej konferencji. I już na panelu otwierającym był gość z Ministerstwa Obrony Narodowej (MON).
Pierwotnie to miał być Cezary Tomczyk, ostatecznie to był pułkownik, który go zastąpił. I z wypowiedzi tego pułkownika bardzo czytelnie wybrzmiewało, że w zasadzie mamy się zbroić. I to jest rzecz, która nie jest dla nas niczym odkrywczym. To znaczy już od dawna mówi się o tym, że Polska i nasza sytuacja międzynarodowa jest taka, że powinniśmy być po prostu przygotowani na wojnę. Jednocześnie gdy porównać to, w jaki sposób NIW budował zeszłoroczną konferencję, to czuć dużą zmianę kierunku. Zeszłoroczna konferencja była o dialogu, o budowaniu, w ogóle rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, jako takiego budulca demokracji. Ta kwestia oczywiście rezyliencji, powoli dezinformacji i tego typu rzeczy gdzieś tam się pojawiała, ale ona raczej była w kontekście zagrożeń dla pewnej takiej spójności społecznej, dla tego wątku dotyczącego dezinformacji i wpływu podziałów społecznych na samo funkcjonowanie państwa. Teraz było dużo bardziej, powiedziałbym, że przyziemnie, to znaczy dużo bardziej było o po prostu takim zwykłym budowaniu odporności społeczeństwa, gotowości społeczeństwa na konflikt zbrojny lub na inne zagrożenia.
Gotowość na konflikt jako temat przewodni
No i właśnie o tym świadczy ten pierwszy panel, na którym gościł właśnie przedstawiciel z MON-u, jak również na przykład prelekcja już drugiego dnia, na której występował Paweł Mateńczuk ps. „Naval” – były żołnierz Jednostki Wojskowej GROM, który właśnie opowiadał o zasadzie tym, jak być przygotowanym na jakieś zagrożenie, głównie na przykładzie wojny. Na przykład pojawiały co prawda jakieś wątki dotyczące powodzi itd., ale tak naprawdę istotą rzeczy i takim podstawowym tematem całej tej konferencji, takim tłem, na którym wszystkie inne rzeczy wybrzmiewały, była gotowość organizacji pozarządowych i to, w jaki sposób organizacje pozarządowe i sektor pozarządowy, trzeci sektor, budują odporność społeczeństwa na w zasadzie nadchodzący konflikt zbrojny. Albo jakiś inny rodzaj konfliktu. To oczywiście była kwestia konfliktu zbrojnego, ale tak naprawdę to jest również kwestia samej dezinformacji i tego typu rzeczy. I to jest taki pierwszy wątek, który tutaj mamy, taki pierwszy trzon.
Rok po poprzedniej konferencji NIW
No ale następnie, ja sobie w ogóle zerknąłem na mój komentarz, który napisałem dla ngo.pl na temat właśnie konferencji NIW-u z zeszłorocznej. Dzisiaj mamy 18 listopada, w momencie, gdy ja to nagrywam. To napisałem 11 listopada, czyli blisko rok temu, 2024 roku. Jak zatytułowałem ten komentarz? „NIW i ministerstwo wiedzą, czego oczekuje sektor”.
Pytanie, co z tym zrobili? Ja jestem równocześnie członkiem Rady Działalności Pożytku Publicznego (RDPP), która działa przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM). W tej Radzie przewodniczy ministra Adriana Porowska, teraz już pełnomocniczka do spraw społeczeństwa obywatelskiego. Rok temu właśnie ministra świeżo obejmowała tę funkcję. Dosłownie to było 3 tygodnie po jej zaprzysiężeniu, była rekonstrukcja, więc skasowano funkcję ministra ds. społeczeństwa obywatelskiego. Teraz jest już po prostu ponownie pełnomocnik. No i ja nawet tutaj dałem taki akapit, który się nazywał „exposé nowej ministry”. Z tego exposé to, co można było głównie usłyszeć, to tam padło takie stwierdzenie, że trzeciemu sektorowi należy się nowelizacja ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (ustawa o pożytku).
Nowelizacja ustawy o pożytku
I w Radzie Działalności Pożytku Publicznego my w zasadzie od blisko roku żyjemy tą nowelizacją. To znaczy już po pierwszych kilku miesiącach od ukonstytuowania się Rady pojawiła się kwestia tego, że będzie prowadzona nowelizacja ustawy o pożytku. Rada nie została szczególnie włączona w te prace. I my jako Rada przyjęliśmy już w marcu, kwietniu 2025 roku propozycję, w jaki sposób powinna być nowelizowana ustawa o pożytku. Niestety ta propozycja została odrzucona. Równolegle przy ministerstwie, przy ministrze funkcjonowała taka grupa robocza do spraw właśnie uproszczeń, też wolontariatu, różne grupy robocze, które miały swoje części wprowadzić do nowelizacji ustawy o pożytku. No i niedawno, pod koniec sierpnia, ogłoszono projekt nowelizacji ustawy o pożytku. Ta nowelizacja w żadnym razie nie spełniała oczekiwań strony pozarządowej.
Rada Działalności Pożytku Publicznego negatywnie opiniowała tą nowelizację, co jest stosunkowo rzadkie. To znaczy my jako Rada rzadko negatywnie opiniujemy jakieś projekty, raczej wskazujemy, że coś jest dobrym kierunkiem zmian, ale należałoby coś uzupełnić, albo wskazujemy, że w ogóle to może coś nie dotyczy Rady i nie jest w naszych kompetencjach. O tyle wydaje się, że ustawa o pożytku, jak mało co, dotyczy Rady i my jako Rada domagaliśmy się od dawna włączenia w tę pracę, aktywnego informowania o tym, w jaką stronę zmierzamy. To się nie działo, my o niczym nie wiedzieliśmy, nie wiedzieliśmy, w jaką stronę zmierza nowelizacja. W końcu ogłoszono ją do konsultacji publicznych, no to my ją po prostu negatywnie opiniowaliśmy.
Co zrobiono z oczekiwaniami sektora?
I po roku myślę, że poniekąd należałoby podsumować, skoro napisałem wtedy, że NIW i ministerstwo wiedzą, czego oczekuje sektor, pytanie, co z tym zrobią, to teraz należy powiedzieć, co z tym zrobili. I co z tego exposé pełnomocniczki Porowskiej wynika. W moim przekonaniu trzeba jednak tutaj coraz czytelniej – znaczy to oczywiście zawsze było – że NIW to jest jedna instytucja, Departament Społeczeństwa Obywatelskiego to jest inny podmiot i to jest oczywiste.
Jednocześnie widać duży rozdźwięk między poziomem prac tych instytucji. To znaczy NIW jest instytucją, która jest naprawdę otwarta na dialog. Konsultacje regulaminów, konkursów są bardzo transparentne, bardzo czytelne i czuć, że ten głos strony pozarządowej jest tam uwzględniany. O tyle w mojej ocenie dialog z departamentem jest bardzo trudny. To znaczy, ja bym powiedział, że w zasadzie ten dialog odbywa się tylko na etapie jakichś posiedzeń Rady, gdzie mamy szansę usłyszeć osoby z departamentu. Inaczej siedzimy we własnych zespołach roboczych, problemowych, które są przy Radzie i tam się spotyka zazwyczaj sama strona pozarządowa ze sobą i dyskutuje różne problemy i opiniuje projekty ustaw. Ale można powiedzieć, że ministerstwo nie za wiele sobie zrobiło z tego, czego się dowiedziało podczas poprzedniej konferencji NIW-u. W trakcie poprzedniej konferencji NIW-u odbyły się takie panele, takie zespoły, w których ludzie w nich zebrani mogli trochę opowiedzieć o tym, jak się czują, w jaką stronę by chcieli, żeby to wszystko zmierzało i tak dalej.
Od zniecierpliwienia do frustracji
I to zostało zebrane, podsumowane. I tutaj jest mój lead poprzedniego podsumowania, w którym jest napisane tak: „W sektorze czuć zniecierpliwienie, a ono łatwo może przerodzić się w frustrację i złość. Doroczna konferencja Narodowego Instytutu Wolności służyła nie tylko ogłoszeniu nowych konkursów w uroczystej atmosferze, ale co ważniejsze – była przestrzenią, gdzie rządzący i NGOs naprawdę się usłyszeli. Pytanie, co z tym zrobią”. I jak wtedy pisałem, że czuć zniecierpliwienie i to się może przerodzić w frustrację i złość, to teraz mogę powiedzieć, że to się już przerodziło w frustrację i złość. To znaczy ja, słuchając różnych osób w kuluarach, rozmawiając na temat tego, w jaką stronę by chcieli, żeby to zmierzało i w ogóle o co chodzi Departamentowi Społeczeństwa Obywatelskiego, czułem irytację i że w zasadzie domagają się jakichkolwiek działań, żeby zrozumieć, o co chodzi, w którą stronę zmierzamy i jaki jest plan. My tego planu aktualnie nie znamy.
Wartość dorocznej konferencji NIW
Więc ta konferencja NIW-u z mojej perspektywy jest w ogóle szalenie ważnym wydarzeniem. To znaczy my jako sektor pozarządowy potrzebujemy tego typu wydarzeń. Takich wydarzeń, gdzie spotyka się cała strona pozarządowa – może nie cała strona pozarządowa, ale gdzie spotyka się naprawdę dużo organizacji ze strony społeczeństwa obywatelskiego, gdzie przyjeżdżają organizacje od Świnoujścia po Bieszczady, z mniejszych i większych miejscowości. I mamy szansę się wzajemnie usłyszeć, posłuchać, jak to u innych wygląda. To jest bardzo wartościowe. I jeszcze sama organizacja tego wydarzenia naprawdę jest dobrze zrobiona. To znaczy w ten sposób, że mamy i szansę posłuchać dobrze przygotowanych, wartościowych wykładów, jak na przykład Marcina Napiórkowskiego, jak również uczestniczyć w spotkaniach networkingowych, gdzie wzajemnie się poznajemy i słyszymy o różnych problemach. Więc to jest bardzo wartościowe pod tym względem wydarzenie i marzy mi się, żeby takich wydarzeń w sektorze było więcej.
Żebyśmy mieli więcej sytuacji do poznawania się, do obserwowania, jak to wygląda, jakie są nastroje. Jednocześnie właśnie tego typu wydarzenie daje tą możliwość skupienia wszystkich w jednym miejscu, trochę jak w soczewce, posłuchania tych głosów. Ponieważ ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jak uczestniczę w różnych spotkaniach, czy właśnie Rady Działalności Pożytku Publicznego, czy jakichś innych organizacji pozarządowych, to to jest tylko jakiś wycinek, tak? To znaczy to jest tylko jakaś wyodrębniona bańka, która sobie, nie wiem, marudzi albo jakieś rzeczy kontestuje, albo coś jej się nie podoba. No tak zawsze można powiedzieć o tym, nie? Ale jak mamy takie wydarzenie, to ja nie chcę powiedzieć, że to jest rzeczywiście próba badawcza. No to Stowarzyszenie Klon/Jawor musiałoby przeprowadzić całe badania na temat tego, jaka jest ocena strony pozarządowej co do działalności strony rządowej. Ale jednak można wyczuć pewne nastroje.
Frustracja, złość, a potem – obojętność
I już została przekroczona ta granica. Ja niestety boję się tego, że następnie – ponieważ jak mamy frustrację i złość, to jest jeszcze nieźle.
To znaczy, że ci ludzie jeszcze mają nadzieję, że coś się może zmienić. Najgorsze, co się może wydarzyć, to niestety obojętność. A to jest naturalne następstwo tego procesu. Najpierw mamy zniecierpliwienie, następnie frustrację i złość, jeżeli nic się nie zmieni, a następnie, jeżeli wciąż nic się nie zmieni, to dochodzimy do obojętności. I jeżeli departament nie podejdzie do oczekiwań sektora w sposób znacznie poważniejszy, to tak naprawdę będzie w zasadzie psuł sektor. To znaczy zadaniem sektora jest być aktywnym. My jako organizacje pozarządowe chcemy i powinniśmy pokazywać państwu, w jaki sposób lepiej realizować swoje polityki publiczne. Jedną z tych polityk publicznych jest system działania organizacji pozarządowych.
Bo jakby organizacje pozarządowe działają w ramach jakiegoś systemu, tak – w ramach ustawy o pożytku, inne ustawy jeszcze regulują jego funkcjonowanie, a następnie jeszcze różne organizacje pozarządowe działają w konkretnych branżach, tak jak sport, edukacja i tak dalej. I każda z tych organizacji ma swoje branże, tam próbują kształtować polityki publiczne państwa, ale jeszcze mamy tą politykę publiczną, jaką jest całość społeczeństwa obywatelskiego, jaką jest całość organizacji pozarządowych. I departament powinien sprzyjać tworzeniu tego dialogu, powinien sprzyjać jakby zderzaniu się tych myśli i wykuwaniu jak najlepszych rozwiązań.
Departament i ryzyko utraty zaufania sektora
Aktualnie jesteśmy w sytuacji, w której departament dość ostentacyjnie w zasadzie pokazuje, że się nie liczy z tym, jakie opinie składają organizacje pozarządowe, nie odnosi się do nich. No i po prostu może efekt tego być taki, że organizacje pozarządowe w zasadzie przestaną chcieć wchodzić w dialog z departamentem. Już nie próbowały, bo nie poczuły, że to się w ogóle może udać. A to jest największa krzywda, jaką można uczynić sektorowi pozarządowemu. Więc departament ma na sobie bardzo dużą odpowiedzialność.
Ministra Porowska może mieć bardzo duży wpływ na to, w jaki sposób będzie się kształtowała przyszłość sektora pozarządowego. I może osiągnąć bardzo duży sukces, tworząc przestrzeń i atmosferę wymiany myśli, współpracy i utworzenia lepszych standardów współpracy organizacji pozarządowych z rządem, czy też organizacji pozarządowych z samorządem, bo to właśnie też reguluje ustawa o pożytku. Ale może też okazać się niestety osobą, która bardzo istotnie podważyła zaufanie organizacji pozarządowych do strony rządowej. I ta konstatacja nie jest szczególnie wesoła i może się wydawać być nieco ostra. Ale mam poczucie, że musimy sobie zacząć zdawać sprawę z tego, że ten czas się kurczy.
Ile czasu zostało na zmiany?
To znaczy, aktualna pełnomocniczka do spraw społeczeństwa obywatelskiego najprawdopodobniej tą pełnomocniczką będzie jeszcze przez 2 lata. I albo, nie wiem, aktualni rządzący utrzymają władzę i może się wymieni pełnomocniczka, dojdzie do jakichś zmian w koalicji – jakby tam mogą różne rzeczy się wydarzyć – albo w ogóle przegrają. I tam wtedy inna grupa polityczna dojdzie do władzy.
Więc pełnomocniczka powinna zrobić wszystko, żeby w ciągu najbliższych dwóch lat, a de facto roku tak naprawdę, bo przecież wiadomo, że ostatnie pół roku przed wyborami to w ogóle nic się nie dzieje. Więc ona ma de facto rok na wypracowanie rozwiązań, które będą sprzyjały rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego. I po prostu musimy zacząć stawiać sprawy coraz ostrzej, coraz czytelniej. Bo jeżeli tego nie zrobimy, to w zasadzie popadamy już właśnie w to zgorzknienie i w tą bierność. A to nie jest to, co jest istotą organizacji pozarządowych.
Program Moc Małych Społeczności
Dodatkowo istotną kwestią, jakimś takim leitmotivem, który się pojawiał na konferencji NIW-u, jest projekt, program Moc Małych Społeczności, czyli właśnie taki sztandarowy program pełnomocniczki Porowskiej. Ja bym powiedział, że on budzi różne emocje. Ja rozmawiając z ludźmi mam poczucie, że część bardzo narzeka na kwestię taką organizacyjną, że wszystko jest na ostatnią chwilę i że wiele organizacji, które wygrało tę dotację, jednocześnie później rezygnowało z jej podpisania, ponieważ właśnie to już było na ostatnią chwilę i czuły, że nie dadzą rady zrealizować tego projektu.
Ale jednocześnie uczestnicząc w takim spotkaniu networkingowym właśnie z beneficjentami tego programu, ja miałem poczucie, że one cieszą się, że miały szansę skorzystać z tego programu i że on był dla nich czymś szczególnym. To znaczy, że to było coś innego niż zazwyczaj robią i naprawdę dał im jakiś wiatr w żagle. Jednocześnie poczułem, że zaczęła tam się pojawiać taka kwestia trochę stawiania w opozycji małe organizacje do dużych organizacji. I że to jest niestety trochę narracja, która towarzyszy Mocy Małych Społeczności. Że te małe organizacje potrzebują jakiegoś specjalnego wsparcia, bo te duże akumulują cały kapitał. To niestety jest trochę takie stawianie ich w opozycji. I mi się to bardzo nie podoba. To znaczy uważam, że to może być bardzo szkodliwe dla sektora pozarządowego, że stawiamy w opozycji te podmioty.
Fałszywa opozycja małych i dużych organizacji
Akurat duże organizacje pozarządowe bardzo często starają się pomagać mniejszym organizacjom. Już nie mówiąc oczywiście o tej sporej grupie organizacji, które są właśnie tymi dużymi, o tak zwanych organizacjach parasolowych, które powstały po to, żeby pomóc się rozwijać małym organizacjom. Więc stawianie w opozycji dużych organizacji, które powstały po to, żeby pomagać małym, jest po prostu nie w porządku. Po drugie, duże organizacje często właśnie tworzą różne projekty, tworzą federacje, tworzą sieci, żeby zaangażować mniejsze organizacje. Więc stawianie tej opozycji jest po prostu nieuczciwym i niestety szkodliwym.
Pominięte średnie organizacje
Ponadto pomija bardzo istotną grupę. Pomija grupę średnich organizacji.
A to moim zdaniem, te średnie organizacje są w ogóle podmiotem, który jest ewidentnie pominięty. To znaczy dla mniejszych organizacji tak naprawdę od dłuższego czasu pojawiały się różne mniejsze lub większe działania. Samorządy różne projekty prowadzą. Jest całkiem sporo takich malutkich dotacji, które są gdzieś albo regrantowane, albo w inny sposób dystrybuowane do małych podmiotów na jakieś takie pojedyncze, mniejsze wydarzenia. Mamy również część dotacji dla tych tak zwanych dużych organizacji, dla think tanków, działań rzeczniczych, takich naprawdę dużych, zorganizowanych, znacznie bardziej skomplikowanych działań, zresztą w funduszach unijnych, które są czasem dużymi dotacjami i w ogóle skomplikowanymi do rozliczenia. Ale mamy również właśnie grupę średnich organizacji. I w ogóle w moim przekonaniu to te średnie organizacje są tak naprawdę tym, co jest bardzo dużym sukcesem sektora pozarządowego.
To one są tymi takimi więzami, one są tymi supłami, są tymi miejscami, w których ludzie lokalnie się organizują, którzy kojarzą tego lidera, liderkę lokalnej średnich rozmiarów organizacji. Bo rzeczywiście ta średnia organizacja jest na tyle jeszcze blisko, że jeszcze wszyscy kojarzą tą liderkę, tego lidera tej organizacji, ale już jest też na tyle profesjonalnie zorganizowana, że ona już jest w stanie samodzielnie pewnymi procesami zarządzić. Ona już zna urzędników, ona już rozumie w jakimś zakresie prawo, ona już rozumie, jak działa administracja. Więc to te średnie organizacje są często – jeżeli mówimy właśnie o budowaniu odporności – to one są tym punktem, na którym należałoby się skoncentrować. Bo to właśnie organizacja, która ma, nie wiem, 500 tysięcy – milion przychodów rocznie, dwóch, trzech pracowników i kilku współpracowników krążących wokół. I organizuje jeden, drugi, trzeci festyn i może jeszcze prowadzić jakieś inne działania lokalnie. To ona jest już tą organizacją, którą urzędnicy już kojarzą, że jest tam taka prezeska, ona tutaj robi takie rzeczy. Lokalni mieszkańcy kojarzą, że jest ta organizacja, ona różne rzeczy organizuje.
Co jest celem – aktywizacja czy trwałe struktury?
I jak będzie kryzys, to ludzie będą się zwracali do tej organizacji, a nie do osoby, która zrobiła jak na razie jedno pojedyncze wydarzenie w ramach jakichś mniejszych dotacji. I ja nie chcę powiedzieć, że Moc Małych Społeczności w takim razie jest bezsensownym projektem itd. Nie. Możliwe, że ona miała swoją konkretną funkcję. Tylko jeżeli przyjmujemy wokół tego narrację, że Moc Małych Społeczności jednocześnie wzmacnia tę rezyliencję społeczną i tą odporność – jeżeli przyjmujemy tą narrację, to musimy sobie dość uczciwie postawić sprawę, to w takim razie, co jest celem? Bo jeżeli celem jest aktywizowanie ludzi lokalnie, żeby oni robili jakieś działania dotyczące ochrony przyrody i tego typu rzeczy, to okej. Ale jeżeli celem jest budowanie bardziej zorganizowanych, stałych struktur lokalnie, które w przypadku jakichś kryzysów są w stanie uruchomić zbiórki, porozmawiać z urzędnikami, pojechać do wojewody i różne rzeczy ogarnąć, to to są średnich rozmiarów organizacje, a nie te najmniejsze. Chociaż te najmniejsze również są nam bardzo potrzebne.
Ostrożnie z dzieleniem sektora
Więc byłbym ostrożny bardzo w stawianiu tej opozycji. Mam poczucie, że jakaś szkoda sektorowi się może wydarzyć, że będziemy stawiać osoby, które wchodzą trochę w sektor pozarządowy, które próbują się zaangażować, które chcą tą swoją pierwszą dotację pozyskać czy drugą, trzecią, w kontrze do tych dużych organizacji, które naprawdę w żadnej mierze nie czują tu jakiejś konkurencji. I tworzenie takiej narracji, że mamy tu ograniczone zasoby i jest tu rywalizacja, jest po prostu czymś, co może negatywnie wpłynąć na rozwój sektora i na współpracę w sektorze. A ta współpraca wewnątrz jest szalenie istotna.
Nastroje po konferencji
Więc chyba to nagranie nie jest szczególnie pozytywne. To znaczy ja mam poczucie, że nie ma tu jakiegoś takiego entuzjazmu po mojej stronie. Chyba po poprzedniej konferencji NIW-u miałem trochę większe nadzieje, to znaczy miałem takie poczucie, że okej, udało nam się z organizacjami zakomunikować pewne rzeczy, tam raczej się pojawiała frustracja na trochę inne rzeczy, to znaczy takie zniecierpliwienie, jak tu właśnie wskazałem, dotyczące dialogu, że popowstawały różne rady i czy te rady są słuchane i tak dalej. Teraz jesteśmy w momencie, w którym te rady powstały i jesteśmy już pewni, że są niesłuchane.
To znaczy to jest to, co ja czułem na poprzednim spotkaniu. Są różne rady, czujemy się trochę niesłuchani, ale jeszcze mamy nadzieję, że będziemy słuchani. Teraz ja mam poczucie, że powstały rady te dwa lata temu około, były niesłuchane i wciąż są jeszcze bardziej niesłuchane. Więc ta konkluzja nie jest szczególnie pozytywna. No i właśnie kończąc tym nieoptymistycznym akcentem – bardzo dziękuję osobom, które dotrwały do końca tego komentarza. Jeżeli macie inną opinię, to w ogóle bardzo chętnie ich wysłucham, bo też możliwe, że po prostu nie widzę pewnych rzeczy w jakiś sposób, możliwe, że inne osoby postrzegają to inaczej, więc też jeżeli chcecie z tym polemizować, to w ogóle zachęcam, bo uważam, że powinniśmy wewnętrznie w sektorze polemizować i się ze sobą nie zgadzać. Więc bardzo wam dziękuję i do zobaczenia przy innej okazji.
